Bez względu na to, czy mieszka w bloku, czy też w prywatnym domu, od 1 lipca mieszkaniec Bielska-Białej musi mieć przynajmniej pięć kubłów na śmieci. W życie wchodzą nowe zasady segregacji śmieci.

Ludzie nie zostawiają suchej nitki na tzw. śmieciowej rewolucji. – Każą mi myć słoiki i butelki. Tymczasem z okna widzę, jak przyjeżdża ekipa pracowników  firmy od wywozu śmieci i wszystkie szklane opakowania wrzucają do jednego kontenera, a tam jest brudno niemiłosiernie, bo inni szkła nie myją!! – mówi pan Krzysztof zdenerwowany mieszkaniec osiedla Karpackiego. – Kto mi za te wodę zapłaci, którą zużyłem na umycie szklanych odpadów?? No kto??! – dodaje.

Trzeba nabić kasę firmom produkującym worki na śmieci i kubły!  – dodaje żona pana Krzysztofa.  Zdaniem mieszkańców miasta przepisy wchodzące w życie są absurdalne. – Skoro segregujemy śmieci, to powinniśmy być zwolnieni z opłat, a nie płacić więcej! – dodają.

Jednolite zasady segregacji śmieci od  1 lipca wprowadził Minister Środowiska.  Od 1 lipca mieszkańcy Bielska-Białej będą zobligowani do segregacji odpadów na siedem frakcji. Są to: papier, szkło, metale i tworzywa sztuczne, odpady kuchenne ulegające biodegradacji, pozostałości po segregowaniu, oraz dodatkowo na nieruchomościach, na których powstają: popiół, odpady zielone.

Od lutego obowiązują w Bielsku-Białej nowe stawki za wywóz śmieci.  Mieszkańcy  płacą 14 złotych miesięcznie za osobę w przypadku gospodarstw liczących do 5 osób. W większych gospodarstwach domowych stawka na osobę jest mniejsza.

 

sza