26 czerwca 1971 roku wybuchł pożar, który do dziś należy do najtragiczniejszych w powojennej Polsce. W pożarze w Rafinerii Nafty w Czechowicach-Dziedzicach zginęło 37 osób. Do katastrofy doprowadziło uderzenie pioruna w element zbiornika.

47 lat temu był właśnie sobotni wieczór, gdy nad miastem przechodziła burza. Jeden z piorunów uderzył w tak zwany kominek oddechowy zbiornika ropy. Zbiorniki w rafinerii nie były wówczas wyposażone w “pływające dachy”, które uniemożliwiają gromadzenie się mieszaniny wybuchowej nad powierzchnią ropy. To dlatego uderzenie wywołało zapłon oparów zgromadzonych w zbiorniku, w którym znajdowało się około 10 tysięcy ton ropy. Wystarczyło kilka minut ogień objął zbiornik i ropę przy nim rozlaną.

Do walki z ogniem wysyłano strażaków zawodowych, ochotników, żołnierzy i milicjantów.  Ludzie byli bezbronni wobec potęgi ognia, bo rafineryjne instalacje gaśnicze były niesprawne. Panował chaos, co doprowadziło do tego, że do zbiornika pełnego ropy lano wodę. Po kilku godzinach woda osiągnęła temperaturę wrzenia i poszła w górę zbiornika. Podnosząc lżejszą ropę naftową spowodowała jest wyrzut na odległość sięgającą ponad 200 metrów. W zbiorniku rozległo się potężne bulgotanie, a w chwilę później wystrzelił w górę, sięgający kilkuset metrów słup ognia. Na strażaków i stojące niedaleko od palącego się zbiornika samochody spadło około 7 tysięcy ton płonącej ropy. Na miejscu zginęły 33 osoby. Cztery kolejne zmarły w szpitalach wskutek oparzeń. Obrażenia odniosło 105 osób. Zniszczone zostały 22 samochody pożarnicze.

Ogień opanowano dopiero 29 czerwca. Przyczyną pożaru była niesprawna instalacja chłodząca zbiorniki, niedrożna instalacja pianowa, brak odpowiedniego sprzętu technicznego i środków gaśniczych, zbyt ciasne rozmieszczenie zbiorników i ich przestarzała konstrukcja.

Zakład odbudowywano kilka miesięcy. Nowe zbiorniki powstały w miejscach oddalonych od osiedli mieszkaniowych.

sza
Plakat ze zdjęciem wykonanym po ugaszeniu pożaru w rafinerii.