Na tę imprezę czekali cały rok. Mieszkańcom Wilamowic weekend mija pod znakiem dobrej zabawy. Dziś od rana padało, ale aura okazała się dla nich łaskawa. Na czas „Korowodu Śmiergustowego”, który po mszy wyruszył na stadion, deszcz przestał padać. To jest najlepsza impreza w okolicy – nie ma wątpliwości Alicja Dusik, wilamowianka. – Kultywujemy naszą tradycję, pokazujemy kulturę, stroje. Jest wspaniale – dodała. Ubrana była w tradycyjny strój wilamowskiej mężatki. – Na głowie mam siedem czepców. Na ramionach jupkę, na szyi korale, ubrałam spódnicę, a na nią fartuch. Mam także kolorowe, grube getry. Ciepło w nich jest, ale czy zimno, czy gorąco, ubieramy się zawsze tak samo – podkreśliła ze śmiechem.  Korowód poprowadzili motocykliści. Zaraz za nim szli ubrani w regionalne stroje mieszkańcy Wilamowic, a także członkowie zespołów regionalnych. Wśród nich był także pan Mariusz z zespołu „Cepelia -Fil Wilamowice”. – Dobrze, że czasy, kiedy nie można było mówić po wilamowsku już się skończyły. Dla nas „Wilamowskie Śmiergusty” to najważniejsza impreza w roku. Możemy tu zaprezentować nie tylko nasz folklor, ale także ten z innych regionów Polski, który mamy w swoim repertuarze – podkreślił.

     

  

sza