Miejsca jeszcze są. Uczestnicy Memoriału im. Henryka Flamego wypłyną kajakami z Czechowic-Dziedzic 12 lipca. Popłyną do Krakowa. Każdego dnia będą mieli do przepłynięcia ok. 30-35 km. 15 lipca kajakarze dopłyną pod Wawel. Trasa jest nieprzypadkowa. Flame w 1935 r. pokonał znaczną jej część łodzią, którą sam zbudował.

Paweł Kluska, pomysłodawca memoriału powiedział, że na każdym przystanku będą organizować spotkania z mieszkańcami. – Chcemy przypomnieć, że nasi bohaterowie byli ludźmi z krwi i kości, wybitnymi postaciami, jak +Bartek+. On zdecydowanie wybijał się ponad przeciętność – podkreślił. W pierwszym dniu dopłyną do Bierunia Nowego w pobliżu granicy województw śląskiego i małopolskiego. Kolejne przystanki z noclegami organizatorzy zaplanowali w Smolicach i Brzeźnicy.

Przed startem uczestnicy złożą kwiaty na grobie “Bartka”, który spoczywa na cmentarzu w Czechowicach-Dziedzicach.

Henryk Flame ps. Bartek urodził się w 1918 r. w Frysztacie na Zaolziu, skąd jego rodzice przybyli do Czechowic koło Bielska i Białej. Przed wojną wstąpił do podoficerskiej szkoły lotnictwa dla małoletnich, którą ukończył w 1939 r. w stopniu kaprala. Walczył w kampanii wrześniowej. W 1940 r. wrócił w rodzinne strony. Zaangażował się w konspirację. Jego organizacja współpracowała z AK. Na przełomie 1943 i 1944 r. oddział ukrył się w lesie. Jesienią 1944 r. został zaprzysiężony w NSZ. W 1945 r. po wkroczeniu Armii Czerwonej ujawnił się wraz z oddziałem i wstąpił wraz z podkomendnymi do milicji. Realizował rozkazy NSZ i gromadził broń.

Zagrożony aresztowaniem wiosną 1945 r. schronił się w lesie. Jego liczący kilkuset żołnierzy i podobną liczbę współpracowników oddział stoczył wiele walk z UB i KBW. Najgłośniejszą akcją było zajęcie 3 maja 1946 r. Wisły w Beskidach.

Henryk  Flame 1 grudnia 1947 r. został zastrzelony przez milicjanta w Zabrzegu.

 

sza