Radny Jerzy Ryrych od lat apeluje o podjęcie zdecydowanych działań odnośnie odpowiedniej pielęgnacji drzewostanu na terenie gminy Jaworze. W jego opinii masowo chorują kasztanowce i lipy. Przypomina również, że samorząd w ostatnich latach wydał 450 tys. zł na rewitalizację zieleni w Parku Zdrojowym, ale efekty tych działań są w jego opinii mizerne.

To ciągnie się nie wiadomo od jak dawna. Od 11 lat jestem radnym i ta sprawa od początku jest niedoceniona. Czy zostały podjęte jakiekolwiek działania w tym zakresie? Rozmawiałem z urzędnikami w kwestii naszych kasztanowców i ich fatalnego stanu. Mówię o tym przy każdej okazji kiedy zaczynają lecieć chore, brązowe liście. Trzeba podjąć jakieś działania, bo kasztanowce są tak obciążone tymi pasożytami, że naprawdę oddają ostatnie tchnienia – apelował radny Ryrych. – Zostały w tej kwestii zrobione pewne rzeczy. W 2012 roku złożyłem interpelację i dostałem odpowiedź, że wniosek o inwentaryzację drzew w gminie zostanie zrealizowany po zabezpieczeniu odpowiednich środków. Później dwa razy wnioskowałem o zabezpieczenie środków na ten cel. W dalszym ciągu jesteśmy w tym samym miejscu co 6, 8 czy 10 lat temu, a kasztanowce niestety chorują coraz bardziej. Zrobiłem mały wywiad w ochronie środowiska w Bielsku-Białej, a mianowicie tam została przeprowadzona akcja szczepienia drzew. Ich kasztanowce, które rosły pomiędzy rondem Niemena i lotniskiem były w gorszym stanie niż nasze, a teraz sytuacja jest odwrotna. W parku pomiędzy ratuszem i Białką byłem zadziwiony stanem tych kasztanowców. Wszystkie liście były zielone, niezajęte przez pasożyta. Tymczasem u nas kasztanowce mają owoce mniejsze od wielkości mojego kciuka. Jeżeli się o nie zadba, to jest szansa, że będą jako tako wyglądać. Rozmawiałem z panem Marcinem Bednarkiem i zacznijmy chociaż od tych leków i być może pozbędziemy się częściowo pasożyta. Trzy lata temu przejechałem się naszymi głównymi drogami Wapienicką od granicy miasta do centrum Jaworza, ulicami Słoneczną i Cisową w stronę Nałęża. Zrobiłem dokumentacje fotograficzną i oddałem ją do Urzędu Gminy. Zajmijmy się tym jako radni. To nie jest wielka robota pójść do swojego rejonu i zrobić zdjęcia tych najbardziej zniszczonych. W szczególności trzeba zwrócić uwagę na lipy, które nam umierają przez jemiołę, czy podmokły grunt przy tężni. Weźcie się za to, bo to nie jest już moja sprawa do końca, ale to sprawa was młodych i moich wnuków. Od sześciu lat tylko jest gadanie na ten temat i nic więcej. Odbija mi się to już czkawką – mówił rozżalony radny. Dodał również, że zatrważa go bezkarność osób, które podejmują się wycinania drzew bez stosownych zezwoleń. Ryrych przypomniał sprawę jaka miała miejsce przy ul. Juranda, gdzie wycięto 70-letni dąb. Sprawa trafiła do sądu, ale osoba odpowiedzialna za wycięcie drzewa nie poniosła żadnych konsekwencji.

W odpowiedzi na wystąpienie radnego, Marcin Bednarek, kierownik wydziału spraw komunalnych i uzdrowiska, poinformował, iż gmina zamierza podjąć się leczenia kasztanowców. Gorzej może być z próbą pozbycia się jemioły, bowiem usunięcie tylko jednej szypuły tej rośliny to koszt ok. 300 zł. Przypomniał, iż podjęcie jakichkolwiek działań w tej materii może dotyczyć wyłącznie drzew rosnących na terenie gminnym. – W dwóch etapach wydaliśmy na rewitalizację w Parku Zdrojowym 450 tys. zł, w tym 250 tys. zł naszych środków. Już nie będę mówił o tych 220 wyciętych drzewach. Mnóstwo zajętych przez jemiołę drzew jeszcze wegetuje. Ostatnim tchnieniem jeszcze żyją te lipy wokół tężni. Mówię o tym od lat i proszę mi nie mówić, że coś się z tym robi. Mimo wydania dużych sum pochodzących z naszych podatków, nie zostało zrobione nic – mówił bez ogródek radny Ryrych. Natomiast Bednarek tłumaczył radnemu, iż działania na terenie Parku obwarowane są licznymi przepisami, które nakładają m. in. na gminę obowiązek korzystania z usług podmiotów z odpowiednimi uprawnieniami. Także wiele działań formalnych związanych z pielęgnacją drzew generuje duże koszty.