Sobota-gonimy w schronisku jak szaleni-zaraz zamykają, ale jeszcze te 20 min wolności trzeba sprezentować temu miłemu psiakowi z 25 min. Zawsze szalał z radości w kojcu, gdzie jesteś piesku, gdzie???. Nerwowo się robi, bo minuty uciekają. Już mieliśmy biec do biura spytać, o zgubę, w ostatniej chwili Kasia krzyczy i nas zawraca: jest, jest, chodźcie tu szybko-jest z nim źle.

 

Ledwo wywlekamy go z najdalszego kącika budy…ledwo idzie, tylne nogi się plątają, a on potyka się…widać, że cierpi, że go coś bardzo boli….Na widok człowieka jednak przezwycięża niemoc, wpatrzony w Sławka-utyka, ale idzie, Pyszczek w radości i miłości a te oczy…..to jego lustro, zwierciadło tego co czuje. Ci wolontariusze, którzy wracają i mijają nadwornego niegdyś wesołka przełykają łzy… Jak to możliwe, że przez kilka miesięcy psisko aż tak bardzo się posypało…

Co robić? nie zostawimy go w tym zimnie, wilgoci, sezon grzewczy w schronisku praktycznie nie istnieje-lub na totalnym minimum-wiemy, że jeśli to stawy, to psu potrzeba ciepła i leków. Długo się nie zastanawiamy-adoptujemy go na Fundacje i jak karetka pogotowia jedziemy z nim do kliniki-wiemy, że będzie możliwość zostawienia go w szpitalu na leczeniu.
Wszystko wydawało się być proste…nie przypuszczaliśmy, że Amor ( bo tak mu daliśmy na imię ze względu na miłość jaką wyrażał do ludzi pięknymi, brązowymi oczami) miał inny plan…on po prostu chciał umrzeć, rok czekania w schronisku na dom w tęsknocie, w upale, zimnie, deszczu i wichurze-to zbyt długo-dla psa, dla którego bycie przy człowieku zastępowało jedzenie. Człowiek dla Amora jest jak tlen-on bez tego nie istnieje. Kilka dni pobytu w klinice niewiele zmieniło-mimo stosowanego leczenia.
Słowa dr Agnieszki i Natalii brzmiały jasno: prócz problemów ze zdrowiem-ten pies jest załamany psychicznie, gdy nie zechce żyć na nowo-to i leki nie pomogą. “Jak macie jakiś awaryjny tym czas-ratujcie go……zwłaszcza, że wyniki krwi nie pokazują wielkiej tragedii, a na prześwietleniu kręgosłupa nie mamy jednoznacznego powodu powodowania bólu”. Mimo, że tymczasowego domu nie mamy od dawna-decydujemy się na natychmiastowe zabranie go z kliniki. Jedno pomieszczenie może na chwilę stać się jego pokojem Amora.
Po ponad miesiącu antybiotykoterapii wreszcie zauważamy progres, jest ewidentnie lepiej, a co więcej…Amor zaczyna brykać i podskakiwać jak koziołek. Już wiemy, że spacery kocha nad wszystko , ale to kontakt z człowiekiem ponad cały świat!!!!!!!! Lubi spacery- ale również brykanie po ogrodzie.
To człowiek jest jego pokarmem i całym światem, to z nim chce podążać przez życie. Nie jest ideałem, jest rozkosznym łobuziakiem, który z szelmowskim spojrzeniem ukradnie podarowane mydełko, rozpołowi je na pół i przyniesie pokazać co zrobił. Biega jak sarna za piłeczką i niestety za kotami też. Dlatego w domu docelowym nie może ich być, bo je zje. W awaryjnym domu nauczył się obcowania z 3 psami i z nimi tworzy niezłą pakę rozrabiaków. Jest średniej budowy psem, ma sporo z owczarka staroniemieckiego-wybitnie mądry, rodzinny, ale i wrażliwy. Ma ok 8 lat i szuka najwspanialszego domu na świecie-takiego na wieki, na dobre i złe, takiego, gdzie pies jest członkiem rodziny, gdzie codzienne spacery to norma. Amorek lubi być przy człowieku – to jego lustro-okno na świat- to w nim chciałby się przyglądać i uczyć świata.
infolinia Amorkowa odpowie na każde pytanie 608 427 792
Ps. Amor to pies domowy, więc jeśli myślisz o kojcu bądź budzie nie zawracaj nam głowy.

Jeśli nie możecie adoptować Amorka, chcielibyście nam pomóc np. w spłacie faktury w klinice – to będziemy wdzięczni. Da dzień dzisiejszy zadłużenie za Amora wynosi 587 zł.
Fundacja Psia Ekipa – Razem Dla Zwierząt
Możesz pomóc nam pomagać wpłacając darowiznę na:
Raiffeisen Bank
72 1750 0012 0000 0000 3844 3399
z tytułem darowizna dla Amora
paypal: info@psiaekipa.pl