Na rewitalizację Parku Zdrojowego w Jaworzu wydano w ostatnich latach ok. 430 tys. zł. Według opinii jednego z miejscowych radnych, władze samorządowe zapomniały o innych terenach gminy, gdzie sytuacja w drzewostanie jest zła. Chorują kasztanowce i lipy.

Podczas ostatniej tegorocznej sesji Rady Gminy Jaworze, Katarzyna Dyaczyńska zaprezentowała wynik kontroli z przeprowadzonej kontroli przez Komisję Rewizyjną w zakresie kosztów rewitalizacji Parku Zdrojowego w okresie 2013-2017. Jak informowała radna, kontrolę przeprowadzono w październiku br. Rewitalizacja parku była przeprowadzana w dwóch etapach. Pierwszy etap realizowany w okresie październik 2012- czerwiec 2014 pochłonął 236 tys. zł. w tym dotacja z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska – 109 tys. zł. Resztę kosztów pokryła gmina – 127,5 tys. zł. Drugi etap był realizowany w okresie luty 2016-czerwiec 2017. Łączna kwota tego zadania wyniosła 199 tys. zł. Dotacja z WFOŚ wyniosła tym razem 153 tys. zł. Wkład gminy wyniósł niecałe 46 tys. zł. Wkład własny pracowników gospodarczych gminy Jaworze w pierwszym etapie wyceniono na 66 tys. zł, natomiast w drugim 11 tys. zł. Przebieg obu faz tego zadania był kontrolowany przez WFOŚ. Kontrole nie wykazały nieprawidłowości. Bieżące utrzymanie zieleni w przestrzeni Parku Zdrojowego jest realizowane przez pracowników gospodarczych gminy, która nie angażuje w tym celu firm zewnętrznych.

Co się dzieje z drewnem po wycince w ramach prowadzonych prac pielęgnacyjnych na terenie gminy? Odpowiedź na to pytanie padła w raporcie pokontrolnym. Jak mówił Dyaczyńska, drewno, które nadaje się m. in. na. deski, zostaje przetworzone i składowane na dalsze potrzeby gminy. Także drobne gałęzie są przetwarzane i wykorzystywane wedle potrzeb gminy. Pozostałe drewno jest rozdysponowywane i wykorzystywane w celach opałowych wśród rodzin korzystających z opieki Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Jak podkreślała radna prezentująca raport, czuwanie nad dobrą kondycją drzewostanu na terenie gminy jest niezbędne, co pokazały ostatnie wichury. Zespół kontrolujący nie stwierdził nieprawidłowości.

– Koszty rewitalizacji wyniosły ok 430 tys. zł. Rewitalizacja to przywracanie do życia, a ja miałbym co do tego sporo uwag, bo zostało wyciętych 220 drzew. Owszem wiele z nich wycięto słusznie, ale też wiele z nich nie zasługiwało na to – zauważył przewodniczący komisji rewizyjnej, Jerzy Ryrych. – Chciałbym też odnieść się do ogólnego stanu drzew na terenie gminy. Dwa lata temu wnioskowałem, aby w budżecie gminy zarezerwować 30 tys. zł i przeznaczyć tę sumę na inwentaryzację naszych drzew. Ja na swoją rękę przeprowadziłem inwentaryzację drzew porastających jemiołą, szczególnie lip. Wiemy doskonale czym dla nas jest lipa, m. in. karmi pszczółki. Nie wiem czy zostało w tym temacie coś zrobione. Apelowałem wtedy do radnych aby w swoich okręgach zwracali na to uwagę, dlatego, że zjawisko to jest coraz mocniejsze. Tak jest też w Parku Zdrojowym. To jest nasze życie i życie naszych dzieci i wnuków. Drzewo nie rośnie 5-10 lat, ale nawet 100 lat by osiągnąć takie rozmiary jak m. in. dąb, który został wycięty na ul. Juranda. Fatalna sytuacja dotyczy kasztanowców. Prosiłem, aby się tym zainteresować. Bielsko coś z tym robi, może szczepi, może nawozi dodatkowo. Jesień tego roku pokazała jak owocują nasze kasztanowce. Kasztany maja wielkość mojego kciuka. Zbieranie liści na tym etapie to za mało. Wydajemy duże pieniądze na rewitalizacje, a nie inwentaryzujemy drzew na terenie gminy. Naprawdę, te drzewa umierają stojąc. Problem dotyczący kasztanowców znany jest od co najmniej 8 lat. Dodam, że każde drzewo to pochłaniacz smogu, który nas truje. To są sprawy bardzo poważne, ale nie ma dni nich bardziej odpowiedzialnego podejścia – podsumował radny Ryrych.